Gdy po raz pierwszy pojawiła się u nas Charlotta, Balbina nie była zachwycona.
Miała pozostać kocim jedynakiem. Żyła, jak na hrabiowską mość przystało na swoich włościach, w trzech komnatach, z dwoma służącymi, a tu ni z gruchy ni z pietruchy pojawił się nowy kot. Nie, to kocica !
Balbina omiotła gościa (gościówę) pogardliwym spojrzeniem, zasyczała pod wąsami i oddaliła się kołysząc dostojnie ogonem. Hrabina była pewna, że to małe, pręgowane kocię przyjechało tylko w gości i nie zabawi u nas długo. Gość okazał się jednak na tyle nie obyty, że został jeden dzień, potem drugi dzień i trzeci...
W dodatku nie tylko zajął jedną komnatę, ale co gorsza u hrabiny się stołował, nie poprzestając na swoim nakryciu.
Ewidentnie coś nie grało, bo gość nie chciał z gości wyjść, no i w gościach nie siedzi się pół roku. Balbina z ciężkim sercem i niekiedy pustą miską, z powodu zaradności Charlotty, zaczyna godzić się z faktem, że gościówa już u nas zostanie i dzielenie się jedzeniem może stanowić działalność dobroczynną.

0 komentarze: